Universal Studios Japan

Universal Studios Japan

Dzisiaj odwiedziliśmy kolejny japoński park rozrywki, tym razem zlokalizowany w Osace. Mowa o Universal Studios Japan. Oczekiwania mieliśmy wielkie, bo po pierwsze wszyscy uwielbiamy takie miejsca, po drugie w parkach Disneya w Tokio bawiliśmy się świetnie, a po trzecie jesteśmy kinomanami oraz dorastaliśmy w popkulturze Harrego Pottera i Super Mario. A co łączy wszystkie te rzeczy? No właśnie Universal Studios Japan, który podzielony jest na osiem tematycznych obszarów, do których zaliczają się: Universal Wonderland, Hollywood, New York, Minion Park, Amity Village, Jurassic Park, Harry Potter i Nintendo World. W celu wejścia do tego ostatniego obszaru konieczne jest dokupienie dodatkowego biletu lub też wzięcie udziału w loterii na miejscu, ale już bez gwarancji wejścia. Ogólnie aranżacja przestrzeni robi wrażenie, jest pięknie i kolorowo, w naszych wyobrażeniach był to najlepszy park, który planowaliśmy odwiedzić w Japonii. Bardzo szybko jednak przekonaliśmy się, że wyobrażenia i rzeczywistość to dwie różne sprawy. W parku bowiem były takie tłumy, że nawet poruszanie się po nim wymagało niekiedy czekania w kolejce. Na zwykłą karuzelę Snoopy, na którą chciałam wybrać się z Tosią, czas oczekiwania wynosił 80 minut. W Disneysea na porównywalną atrakcję dla dzieci czekałyśmy 20 minut, a 80-100 minut czekało się na najbardziej ekstremalne kolejki górskie, do których zawsze są długie kolejki. Podobnie z restauracjami, sklepami czy stoiskami z fast foodami. Wszędzie ogromne kolejki przy stosunkowo niewielkiej przestrzeni do odpoczynku czy schronienia się przed słońcem. Powiedzieć, że były tłumy, to jak nic nie powiedzieć. W Disneysea, a tym bardziej w Disneylandzie, były pustki w porównaniu do tego co działo się dzisiaj w Universal Studios. Tak więc, po obejściu parku i skorzystaniu z bardzo niewielu atrakcji, o godzinie 15 postanowiliśmy o powrocie do hotelu, bo wszyscy byliśmy zniechęceni, zmęczeni i przebodźcowani. Śmiało możemy więc powiedzieć, że to było największe rozczarowanie tego wyjazdu.

Strefa Nintendo World, na której bardzo nam zależało, na pierwszy rzut oka robiła ogromne wrażenie. Oboje z Adrianem poświęciliśmy długie godziny na grę w Super Mario w dzieciństwie, a w dorosłym życiu w Mario Kart na Nintendo Switch, toteż obszar ten był dla nas szczególnie atrakcyjny. Po kilkunastu minutach mieliśmy jednak ochotę uciec stamtąd jak najdalej i nigdy nie wrócić. Tylu rzeczy, świateł, dźwięków i kolorów naraz, przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek przestrzeni osobistej, nie doświadczyliśmy dotąd nigdy. Tosi chociaż udało się spotkać z Peach, a mnie zrobić im kilka zdjeć, co było jednak niemile widziane, bo zdjęcia były robione przez fotografa i oczywiście trzeba było za nie dodatkowo zapłacić. To jest kolejny minus w porównaniu z parkami Disneya, gdzie pracownicy parku po prostu brali nasz telefon i robili nam zdjęcia z postaciami za darmo. Plus postacie były przyjemniejsze i bardziej otwarte. Tosia do dzisiaj wspomina jak Minnie ją przytuliła i wysyłała całusy. Peach na takie przejawy bliskości się nie decydowała 😅.

Drugim obszarem, na którym nam najbardziej zależało był świat Harrego Pottera. Również bardzo zatłoczony i również imponujący na pierwszy rzut oka, zwłaszcza Hogwart. W tej sferze można było wytrzymać nieco dłużej, bo była mniej kolorowa, toteż Tosia zdobyła tam swoją sowę, a Adrianuś w celu poprawienia sobie humoru zakupił czekoladową żabę i opakowanie fasolek wszystkich smaków.

W pozostałych strefach spędziliśmy nieco mniej czasu, ale trzeba przyznać, że wizualnie robią wrażenie, jednak tłumy ludzi napierające z każdej strony, uniemożliwiające wręcz swobodne poruszanie się po parku, psują całą zabawę. Każdy, kto mnie zna, dobrze wie, że schodzę z karuzel dopiero z czerwonymi i załzawionymi oczami na koniec dnia, tym razem jednak miałam dosyć już na siedem godzin przed zamknięciem, więc naprawdę było źle 😉. Co ciekawe, kiedy my opuszczaliśmy park około godziny 15, przed bramą stała ogromna kolejka osób oczekujących na wejście, co tylko utwierdziło nas w tym, że trzeba stamtąd uciekać.