Tokio właściwe

Tokio właściwe

Drugi dzień w Tokio pokazał nam zupełnie inne oblicze miasta - uprzejme, słoneczne i czyste, choć jego początek nie należał do najłatwiejszych. Nadal zmęczeni, obudziliśmy się bowiem wczesnym rankiem ( ja już o 3 i oprócz krótkiej drzemki miedzy 5 a 6, nie mogłam zasnąć), ruszyliśmy pieszo zwiedzać miasto. Przeszliśmy spory kawałek dzielnicy Shinjuku, w której się zatrzymaliśmy i która w ciągu dnia nie robi świetnego wrażenia, żeby dotrzeć do dzielnicy Shibuya, znanej z kilku ważnych atrakcji turystycznych.

Pierwszym naszym celem była świątynia Meiji Jingu, będąca chramem shinto poświęconym duchom cesarza Meiji i jego żony, cesarzowej Shōken. Świątynia ta, malowniczo położona pośród pięknego lasu, do którego wchodzi się poprzez bramę Torii, jest jedną z najwiekszych atrakcji turystycznych Tokio.

Przed świątynią znajduje się zbiornik z wodą, którą można obmyć ręce i twarz (Tosia ochoczo korzystała z tej opcji) oraz sklepik, w którym można nabyć różnego rodzaju talizmany mające przynieść nabywcy określone korzyści. My zdecydowaliśmy się na zakup tego, który ma przynieść po prostu szczęście. Oczywiście traktujemy go jako pamiątkę, a nie inwestycję w przychylność losu. Dodatkowo przed świątynią znajduje się miejsce, w którym można powiesić tabliczkę z wypisanymi własnoręczne marzeniami czy planami na najbliższy czas, które dzięki temu mają się spełnić. Z tej opcji jednak już nie skorzystaliśmy, w końcu po co komu aż tyle szczęścia 🫢.

Po wizycie w świątyni postanowiliśmy odpocząć chwilę w pobliskim parku Yoyogi, który szczególnie pięknie prezentuje się wiosną, kiedy kwitną wiśnie, ale również teraz jest miłą odskocznią od tokijskiej miejskiej dżungli.

Następnie udaliśmy w kierunku kolejnej bardzo popularnej atrakcji turystycznej w dzielnicy Shibuya, a mianowicie Shibuya Crossing, która jest ogromnym skrzyżowaniem uczęszczanym dziennie przez średnio 2,4 miliona ludzi. Lokalizacja ta była wykorzystywana przy kręceniu różnych filmów, między innymi takich jak „Miedzy słowami” czy „Szybcy i wściekli: Tokyo Drift” oraz reklam i teledysków.

W pobliżu Shibuya Crossing znajduje się pomnik Hachiko, czyli najwierniejszego psa świata, który każdego dnia przychodził po swojego właściciela wracającego z pracy na stację Shibuya i kontynuował tę tradycję nawet po śmieci właściciela przez 9 lat 9 miesięcy i 15 dni aż do swojej śmierci. Zrobienie sobie zdjęcia przy pomniku wymaga odrobiny cierpliwości, gdyż zwykle ustawia się niemała kolejka do tej atrakcji.

W niedalekiej odległości znajdują się również sklepy takie jak Nintendo czy Pokemon Center, które zainteresowały w szczególności Adriana. Spędziliśmy w nich sporo czasu, kiedy to Adrian buszował między alejkami z rozmaitymi geekowskimi gadżetami, a ja dochodziłam do wniosku, że Tokio zwiedzam jednak z dwójką rozkosznych maluchów 😉.

Następnie postanowiliśmy udać się w kierunku promenady Ometasando, przy której zlokalizowane są liczne sklepy luksusowych marek i która określana jest tokijskim odpowiednikiem paryskiego Champs-Elysees. Po drodze mieliśmy okazję podziwiać ciekawą architekturę dzielnicy Shibuya, a na koniec naszego pobytu tam udało nam się znaleźć przyjemną, lokalną knajpkę, w której zjedliśmy smaczny obiad.

Spacerem wróciliśmy do mieszkania, czując w nogach blisko 30 000 zrobionych tego dnia kroków.

Po powrocie do mieszkania, znów wykończeni, ale tym razem zadowoleni, poszliśmy na drzemkę. Po regeneracji sił udaliśmy się jeszcze na spacer po naszej dzielnicy, która lepiej prezentuje się po zmroku. Dotarliśmy do takich atrakcji jak głowa Godzilli wystająca zza wysokiego budynku Toho zlokalizowanego w pobliżu oświetlonego neonami obszaru Kabukicho oraz Golden Gai, czyli ponad 200 maleńkich barów (mieszczących jedynie kilka osób) zlokalizowanych na niewielkiej powierzchni i oddzielonych wąskimi, zatłoczonymi uliczkami. Jest to jedno z nielicznych miejsc, które zachowały klimat Tokio pomimo zmieniających się czasów. Glowa Godzilli zrobiła szczególne wrażenie na Tosieńce, która bez przerwy na nią pokazywała, bardzo się przy tym ciesząc.