Ryokany i onseny
Tokio pożegnało nas dzisiaj tak samo jak powitało ponad tydzień temu - deszczowo. Bez większego żalu wyruszyliśmy więc w drogę, a naszym kolejnym przystankiem w podróży (jak na razie) życia jest Hakone, gdzie spędzimy najbliższy weekend. Podróż do tego uroczego, romantycznego miasteczka zajęła nam około półtorej godziny i nie należała do najłatwiejszych, gdyż Tosia miała dzisiaj gorszy humor, ale daliśmy radę! Po drodze mijaliśmy piękne widoki, co rekompensowało nam nieco trudy podróży z kapryśną Tosieńką.








Hakone słynie z ryokanów i onsenów. Te pierwsze są to tradycyjne japońskie pensjonaty, często mające ponad stuletnią tradycję. Oprócz noclegu, w ich ofercie znajduje się również tradycyjne japońskie wyżywienie. Onseny z kolei są to japońskie gorące źródła o leczniczych właściwościach. Mianem onsenów określa się również baseny, wanny czy kąpieliska zbudowane na tych źródłach i wypełnione wodą z nich. Co ciekawe, z onsenów korzysta się całkiem nago, w związku z czym te publiczne mają najczęściej wydzielone osobne strefy dla kobiet i mężczyzn. Z wielu tradycyjnych onsenów nie mogą również korzystać osoby posiadające tatuaże, gdyż kojarzone są one z członkami yakuzy.
Do Hakone dotarliśmy nieco po godzinie 13, a doba hotelowa w naszym ryokanie zaczyna się o 15, więc zostawiliśmy jedynie bagaże i udaliśmy się na obiad i spacer po mieście. Pierwsze co nam się rzuciło w oczy to różnica między ogromnym, głośnym, neonowym i nieco przytłaczającym Tokio, a oddalonym od niego o zaledwie 80 kilometrów, spokojnym, zielonym, odprężającym, można wręcz rzec swojskim, Hakone. Kiedy tu dotarliśmy, Adrianuś stwierdził, że to jest właśnie ta Japonia, którą sobie wyobrażał i trzeba przyznać, że to miejsce ma swój urok.



















Planując naszą podroż do Japonii, postanowiliśmy zorganizować ją tak, żeby poznać jej tradycje i kulturę w miarę możliwości jak najpełniej, dlatego też w niektórych miejscach zamiast szukać noclegów w nowoczesnych hotelach, postanowiliśmy skorzystać z bardziej tradycyjnych japońskich opcji. Stąd też decyzja, aby w Hakone zatrzymać się w ryokanie. Nasz pobyt obejmuje dwa noclegi z niepełnym wyżywieniem, w skład którego wchodzą śniadania i kolacje. Wybraliśmy ryokan oferujący pokoje z prywatnym onsenem, który jest wyłącznie do naszej dyspozycji, abyśmy mogli z niego korzystać razem.










Przy wejściu do ryokanu musieliśmy zdjąć buty i zostawić je w korytarzu, następnie w celu przejścia do naszego apartamentu dostaliśmy kapcie, które należało zdjąć w korytarzu naszej prywatnej części, po której chodzi się boso, a jedynie w toalecie stoją uniwersalne kapcie, które zakłada się, kiedy się z niej korzysta. Otrzymaliśmy również yukaty, będące lekkim strojem kąpielowym lub domowym, przydatnym szczególnie podczas korzystania z onsenów. Adrian przyodział ją już do kolacji. A jeśli o kolacji mowa, to trzeba przyznać, że była ona obfita. Dostaliśmy właściwie większość tradycyjnych japońskich dań podczas jednego posiłku. Były i owoce morza, i surowe ryby, grillowany łosoś, trzy rodzaje zup, w tym zupa miso, surowa wołowina z warzywami, którą mogliśmy według uznania przygotować na rozgrzanym kamieniu, selekcja przekąsek i ciasto na deser. Pomijając fakt, że przy mojej niechęci do owoców morza, nie mialam ochoty próbować wszystkich dań, to i tak było tego wszystkiego najzwyczajniej zbyt wiele jak dla nas. Cala kolacja została dostarczona i pięknie podana w części dziennej naszego apartamentu. Początkowo, gdy przemiła starsza Japonka przyniosła nam pierwsze dania, myśleliśmy, że to wszystko i spokojnie byśmy się tym najedli, jednak pani co jakiś czas przynosiła kolejne potrawy, którym już nie robiliśmy zdjęć.












Po kolacji Adrian wyszedł jeszcze z Tosią na krótki spacer i zrobił kilka zdjęć Hakone nocą.






Z naszego prywatnego onsenu skorzystaliśmy dotychczas jedynie odrobinę, bo Tosia, która poczuła zew wolności (nie mamy tutaj dla niej łóżeczka, wszyscy śpimy razem na futonach na podłodze), nie chciała się zdrzemnąć, tylko biegała po całym apartamencie. Mamy też obawy przed jej kąpielą w onsenie, gdyż woda jest naprawdę gorąca, a ona nie przywykła do takich gorących kąpieli. Czekamy więc, aż w końcu zaśnie 😉.