No more Hiroshimas
Obecnie Hiroszima wygląda jak normalne, nowoczesne i zadbane japońskie miasto, jednak celowo zachowano tu miejsca upamiętniające ofiary czy też przypominające o skali cierpienia wywołanego przez zrzucenie na to miasto bomby atomowej. „Żadnych więcej Hiroszim” to hasło, które widzieliśmy dzisiaj często, to hasło pokazujące, że Japonia nauczyła się na swoich błędach i dzisiaj nawołuje do tego, aby błędy takie nie były już popełniane, a środki, które wobec niej zostały zastosowane, nigdy nie zostały powtórzone. Japońskie organizacje wzywają do rezygnacji z posiadania bomb atomowych przez inne państwa właśnie po to, aby ich użycie nigdy nie było już możliwe, wzywają również do pokoju i załatwiania problemów międzynarodowych w drodze konsensusu zamiast agresji. Dzisiaj, kiedy być może stoimy na granicy kolejnego nuklearnego konfliktu, szczególnie ważne jest, aby głos Japonii, głos Hiroszimy i Nagasaki został usłyszany. W Parku Pokoju, który dzisiaj odwiedziliśmy, stoi ogromy znicz, mający w założeniu palić się dopóty, dopóki jakiekolwiek państwo dysponować będzie bombą atomową. I choć wizja, że zgaśnie jest mocno utopijna, jest to pewnego rodzaju manifest płynący z miejsca, które śmiercionośnej siły wybuchu takiej bomby doświadczyło.


Park Pokoju położony jest na skrajnej części wyspy leżącej pomiędzy rzekami Ota i Motoyasu. Wypełniony jest różnego rodzaju instalacjami, pomnikami czy bramami nawiązującymi do ataku atomowego. Ważną częścią parku jest Muzeum Pokoju, w którym zgromadzone są zdjęcia i przedmioty osobiste ofiar ataku, pokazujące skalę wybuchu, rozmiar szkód i obraz ludzkiej tragedii. Jako rodzica, najbardziej poruszyły mnie historie dzieci, skrawki ubranek czy zabawek dziecięcych, które ustawione w muzealnych gablotach, krzyczą o niesprawiedliwości tego świata, w którym najbardziej niewinni ponoszą często najwyższą cenę działań i decyzji politycznych czy militarnych. I choć atak na Hiroszimę miał miejsce dekady temu, to ta niesprawiedliwość uderza i dzisiaj w obliczu współczesnych konfliktów zbrojnych, nawet jeśli szczęśliwe ta najgroźniejsza z broni nie zostaje użyta.
Zdjęć z wnętrza muzeum nie mamy, gdyż robienie ich nie wydawało nam się stosowne. Przy głównej wystawie musieliśmy się zresztą rozdzielić, bo było tam ciasno, tłoczno i ciemno, a Tosia sygnalizowała nam, że się boi, więc Adrian wyszedł z nią wcześniej. Miejsce to jest zorganizowane w podobny sposób jak Muzeum Auschwitz-Birkenau, do podobnych skłania również refleksji i w podobny wprawia nastrój, bo mimo że upamiętniają one inne wydarzenia, okoliczności czy użyte środki, to wspólnym mianownikiem jest duża skala śmierci i cierpienia niewinnych ludzi.













Wrażenie robi również Pomnik Pokoju nazywany również Kopułą Bomby Atomowej, który stanowią ruiny centrum wystawowego. Jest to jedyny budynek, który znajdując się blisko epicentrum wybuchu bomby, nie uległ całkowitemu zniszczeniu. Wiele lat trwały w Hiroszimie dyskusje czy budynek powinien zostać zachowany. Były bowiem głosy, że ocalałym mieszkańcom Hiroszimy może on przypominać o traumatycznych wydarzeniach, potęgując ból i cierpienie. Ostatecznie jednak zachowano go jako upamiętnienie ofiar i przestrogę przed tym, do czego prowadzić może wojna.







Piękny widok na Hiroszimę, w tym na Park Pokoju, podziwialiśmy również z Hiroszima Orizuru Tower.












Następnie spacerem dotarliśmy pod Zamek Hiroszima.














Odwiedziliśmy również ogrody Shukkeien, chociaż Tosia całą tę wizytę przespała.

















Na kolację udaliśmy się do lokalnej knajpki serwującej okonomiyaki, tradycyjną japońską potrawę, z której słynie Hiroszima. Jest to rodzaj placka z różnymi dodatkami, my zamówiliśmy Hiroszima style, który składa się głównie z makaronu, smażonego jajka, wieprzowiny i specjalnego sosu na bazie sosu sojowego. Kolejne japońskie doświadczenie mamy więc za sobą, było w porządku jako ciekawostka, ale do naszego jadłospisu na stałe nie zawita.



