Luksus, ryby i matcha
Kolejny udany dzień w Tokio za nami, nawet mimo tego, że kilkakrotnie złapał nas deszcz. Nie był on jednak ani mocny, ani długi, można wręcz powiedzieć, że orzeźwiający, gdyż było dziś dość duszno.
Po śniadaniu udaliśmy się do Ginzy, dzielnicy Tokio, w której znajduje się wiele sklepów luksusowych marek. W sercu dzielnicy powstal budynek Ginza Wako, czyli centrum handlowe zbudowane w 1881 roku, z charakterystycznym zegarem w górnej części. Miejsce to słynie między innymi z drogich zegarków, biżuterii czy porcelany.




Naprzeciwko Ginza Wako znajduje się salon Nissana, w którym zaprezentowany został nowy model samochodu w pełni elektrycznego, sprawiającego nieco kosmiczne wrażenie. Ginza jest bogatą, zadbaną i nowoczesną dzielnicą, a spacer po jej ulicach był dla nas udanym początkiem dnia.















Na uwagę w tej części miasta zasługuje również zdobiona ściana dworca czy teatr Kabuki-za, będący najsłynniejszym teatrem kabuki - jednego z trzech głównych rodzajów tradycyjnego teatru japońskiego, wywodzącego się z XVII wieku.







Z Ginzy wyruszyliśmy pieszo do Tsukiji Fish Market, będącego miejscem kultowym na mapie Tokio. Słynie z wielu stoisk i sklepów, w których zakupić można charakterystyczne japońskie przekąski czy potrawy przygotowane głównie ze świeżych ryb i owoców morza. My spróbowaliśmy tam grillowanego węgorza, delikatnej wołowiny Wagyu z grilla (oba przysmaki w formie szaszłyka) oraz sushi z łososiem i doradą. Wszystko było pyszne.














Z pełnymi brzuchami pomaszerowaliśmy do ogrodów Hamarikyu, uroczego parku, w którym piękno japońskiej przyrody kontrastuje z nowoczesnością otaczających go wieżowców.






















W parku trafiliśmy do herbaciarni serwującej matchę. Przed wejściem do środka konieczne było ściągnięcie butów, a w części, do której zostaliśmy zaproszeni, siadało się na wyłożonej matami podłodze. Menu składało się z dwóch pozycji - zestawów obejmujących w obu przypadkach matchę (na ciepło lub zimno) oraz jedną z dwóch słodkich przekąsek z nadzieniem z czerwonej fasoli. W celu degustacyjnym zamówiliśmy więc wszystkie pozycje z menu. Nie mogę powiedzieć, że było to dla mnie nadzwyczajne przeżycie smakowe, z pewnością jednak było to ciekawe doświadczenie przybliżające nieco japońską kulturę. Ogrody zrobiły na nas ogromne wrażenie, a wychodziliśmy z nich wypoczęci, zrelaksowani i pełni sił do dalszego zwiedzania.








Naszym następnym celem była Tokio Tower, niegdyś najwyższa, obecnie zdetronizowana przez odwiedzoną przez nas wczoraj Tokyo Skytree, wieża telewizyjna w Japonii. Swoją konstrukcją przypomina ona Wieżę Eiffla i ma 333 metry wysokości, więc jest wyższa od swojej paryskiej odpowiedniczki o 33 metry.



Po drodze, zupełnie przypadkowo, trafiliśmy na piękną buddyjską świątynię Zojo-ji. Takie przypadkowe spotkania z ciekawymi miejscami są dla nas zawsze wisienką na torcie naszych podróży i niezmiernie nas cieszą. Przy świątyni znajdują się posągi jizo, które są opiekunami dusz dzieci, chroniącymi bezpieczny rozwój dzieci i wnuków, jak również upamiętniającymi te, które przyszły na świat martwe lub zmarły przedwcześnie z powodu poronień czy aborcji. W Japonii istnieje przekonanie, że dzieci, które zmarły przedwcześnie, nie mogą samodzielnie przejść przez rzekę do zaświatów, przez co pozostają w stanie zawieszenia. Opiekun pomaga im więc w tej podróży. Posągi często ubrane są w czerwone czapeczki i pelerynki. Kolor ten jest symbolem ochrony, a ubrania ofiarowują rodzice modlący się za swoje zmarłe dzieci i proszący Jizo o opiekę.











Po ponad półgodzinnym spacerze i przystanku przy świątyni, wjechaliśmy w końcu na taras widokowy Tokio Tower, skąd podziwialiśmy piękne widoki na miasto, a Tosia spotkała swojego kolejnego już japońskiego przyjaciela, który ubrany był w barwy Tokio Tower i nosił ze sobą ogromny stos książek. Tosia z radością się z nim witała i przybijała piątki.








Na koniec dnia udaliśmy się do Parku Ueno, nadrabiając wczorajszy program zwiedzania i mijając po drodze jeszcze kilka ciekawych miejsc.





W tym ogromnym parku znajduje się wiele ciekawych miejsc, z licznymi muzeami i ogrodem zoologicznym włącznie. My ze względu na późną porę i ograniczenie czasowe zwiedzanie ograniczyliśmy do spaceru i obejrzenia kilku zewnętrznych atrakcji, obchodząc jedynie niewielką część parku. Po drodze natrafiliśmy na bramy Torii oraz świątynię buddyjską położoną na wyspie otoczonej stawem.









W drodze powrotnej Tokio pozdrawiało nas neonami, a Tosia, podobnie jak wczoraj, ucięła sobie drzemkę.



