Arashiyama!

Arashiyama!

Za nami dzień pełen wrażeń! Wszystko za sprawą wycieczki do dzielnicy Kioto zwanej Arashiyama, która urzeka przepięknymi widokami oraz wspaniałymi atrakcjami. Po pokonaniu kilku stacji pociągiem, rozpoczęliśmy zwiedzanie od lasu bambusowego, który zrobił na nas niemałe wrażenie. Mieliśmy dzisiaj szczęście, bo pogoda dopisała i nawet było słoneczko, co jest tutaj rzadkością. W każdym razie promienie słońca przebijały się pomiędzy drzewami, co tworzyło piękny widok.

Z lasu bambusowego zrobiliśmy sobie spacer nad rzekę Katsura, gdzie również zastaliśmy piękne widoki.

Następnie udaliśmy się do największej atrakcji tego dnia i jednej z największych atrakcji całego wyjazdu. I choć droga była długa i ciężka, zwłaszcza dla Adrianusia, który musiał przez większość czasu wnosić Tosię pod górkę, to było warto!

Dla pięknych widoków…

… i dla małpek!

W małpim parku makaki japońskie przechadzają się wśród turystów, którzy jako goście zobligowani są do respektowania pewnych zasad. Nie można patrzeć makakom w oczy, wyciągać w parku jedzenia czy picia, należy zachować od nich również odpowiedni dystans. Po wejściu do specjalnego pomieszczenia, można zakupić dla nich pokarm w postaci pokrojonych owoców oraz orzechów i podawać go małpkom, które odbierają go sobie przez kraty. Pokarm należy położyć na stoliczku, a nie dawać bezpośrednio do łapki. Całej naszej trójce karmienie małpek sprawiło dużo radości, Tosia niezmiernie cieszyła się i krzyczała „am! am!”, gdy małpka zjadała podany przez nas pokarm.

Fajnie było też obserwować małpki na zewnątrz.

W drodze na obiad jeszcze nacieszyliśmy oczy.

Po obiedzie wybraliśmy się w dalszą podróż pociągiem do Ryoan-ji, jednego z najbardziej znanych ogrodów zen w Kioto. Powstał on w XV w. i stanowi przykład ogrodu karesansui, w którym sposób ułożenia kamieni skłaniać ma do medytacji i kontemplacji. Nam nie udało się osiągnąć stanu zen, gdyż nasza mała podróżniczka probowała dostać się do kamyczków, żeby się nimi pobawić, co zapewne utrudniało również osiągnięcie tego stanu innym tam obecnym, którzy w dodatku nie pisali się na podróżowanie z Tosia. Nie zabawiliśmy więc tam zbyt długo.

Na koniec zrobiliśmy sobie dwudziestominutowy spacer do świątyni zen Kinkaku-ji , gdzie najważniejszym obiektem jest Złoty Pawilon. Dwie górne kondygnacje świątyni pokryte są złotem. Znowu nam sie tu poszczęściło z pogodą, gdyż pawilon pięknie mienił się w słońcu.

Tosia ostatnio nie chce pozować do zdjęć, nawet jeśli mówimy, że to dla babci i dziadka. Wynika to najczęściej z tego, że chce robić coś innego, a nie stać w miejscu czy, co gorsze, być podnoszona. Stąd też często ma kwaśną minę lub jest odwrócona na zdjęciach.

Podczas naszego pobytu w kompleksie świątyni Kinkaku-ji Tosia zrobiła prawdziwą furorę wśród dzieci będących tam na wycieczce szkolnej. Najpierw zaczęły do niej machać, a gdy im odmachała i zaczęła mówić „bye-bye”, to rozległy się piski niczym na koncercie idola nastolatek. Ośmielone dzieci zaczęły podbiegać do niej, żeby przybijać piątki i bardzo się z tego cieszyły. Miałam wrażenie, że Tosia jest dla nich wiekszą atrakcją niż sam Zloty Pawilon 😉.